No. 4 – Zurych

DSC_6668Tym tramwajem po 15 minutach jazdy znalazłam się w ścisłym centrum Zurychu. Chwilę pobłądziłam po naj- dworcu w Europie (największy? najstarszy?), który miał przynajmniej 42 tory. Robi wrażenie, zresztą jak każdy dworzec „w stylu niemieckim” – a może europejskim? Na dworcach innych niż polskie i niemieckie nie byłam. Kiedyś Wam pokażę!

W sumie to byłam trochę zła na to miasto – raz, że ceny biletów, a dwa, że nie lubię zwiedzać „na szybko”. Cóż mogłam zobaczyć przez te 3.5 godziny, które zostały do zmroku? Mimo wszystko postanowiłam jako prawdziwy turysta zaliczyć trzy najważniejsze punkty:

a. Bahnhofstrasse – jedna z najdroższych ulic świata, szeroki deptak, najwytrawniejsze sklepy, siedziba największych banków

b. Jezioro Zuryskie

c. Stare Miasto z „tymi charakterystycznymi kościołami”.

DSC_6685

DSC_6693

Generalnie szału na tej ulicy nie ma i to bynajmniej nie dlatego, że zdjęcie jest kiepskie. Wszędzie i wszyscy tę ulicę zachwalali, tymczasem jest skrajnie mało reprezentatywna. Te butiki wyglądają jak sklepy na Karmelickiej w Krakowie, a rusztowania jak na Starowiślnej. Spodziewałam się budynków jak Bank Gringott’a – tymczasem minęłam tę finansową mekkę Europy nie wiedząc kiedy i gdzie.

Ulica ta prowadzi do samego jeziora, które musi być przepiękne kiedy jest słonecznie i bezmgliście. Naokoło są niewielkie wzgórza, także widok przy pięknej pogodzie musi być imponujący. Ja miałam tylko połowę tego szczęścia – było słonecznie.

DSC_6697

DSC_6702

DSC_6716

Swoją drogą sam widok z tych wzgórz może być również warty zachodu (ale czy 20 franków?!). Czy jest coś piękniejszego niż jezioro z górami naokoło i klimatycznym miasteczkiem?

Stara część Zurychu jest doprawdy urzekająca. Wąskie wybrukowane uliczki, kolorowe kamienice sprawiają, że jeśli człowiek lubi niemiecką zabudowę, to chce tam zostać. Ja lubię, więc szybko porzuciłam mapę i zaczęłam kluczyć po Starym Mieście robiąc zdjęcia często spotykanym niezwykłym witrynom sklepowym (osobna galeria może będzie…).

DSC_6739

Najbardziej magiczne  (choć nie wiem czy to odpowiednie słowo w odniesieniu do kościołów) były jednak trzy „szlagierowe” zuryskie kościoły, do których już dzisiaj prawie nikt nie zagląda. Są otwarte w godz. 10:00-17:00 niemącone żadną mszą w czasie otwarcia (a może w czasie całej niedzieli?) (o kondycji Kościoła na pewno jeszcze będę pisać, bo to arcyciekawa i arcyprzerażająca sprawa).

Kościół św. Pawłast. Peterskirche

DSC_6763

Grossmuenster

DSC_6728

Fraumuenster

Te trzy kościoły są symbolami miasta. Ich wieże widać z każdego z wielu wzgórz naokoło miasta, pojawiają się na każdej panoramie. Niestety wnętrz kościołów nie można fotografować, ale wygooglujcie sobie, bo naprawdę warto. Szczególnie Framuenster, gdzie znajduje się 5 niekonwencjonalnych witraży zaprojektowanych przez Chagalla! Dają radę, a trzeba wiedzieć, że witraże nie robią na mnie żadnego wrażenia.

Co znamienne wnętrza kościołów są puste. Po prostu – gołe ściany, żadnych obrazów, ozdób, świecidełek. Mnie się to podoba przeogromnie, aczkolwiek znając kontekst ich pustości czuję swoisty smutek. Zurych był jednym z gorętszych miejsc walk protestantów w katolikami – kościoły w tej części Europy zostały przejęte przez protestantów, a dobra kościelne rozkradzione lub sprzedane. Kościoły zostały zaadoptowane wg potrzeb doktryny protestanckiej czyli pozbawione obrazów, figur etc. Po kilku wiekach kościoły zostały odzyskane, jednak prostota ich wnętrza pozostała po dziś dzień i w moim przypadku cieszy oko. Rzadko spotykam kościoły, które są po prostu skromne i ładne.

(Powoli zbliżam się do limitu słów i pewnie Waszej cierpliwości, także śpieszę kończyć).

Szlajając się tu i ówdzie udało mi się dotrzeć (na szczęście byłam zbyt leniwa, żeby wyjąć z plecaka mapę, bo inaczej bym nie zbłądziła i ominęła to miejsce!) do Uniwersytetu Zuryskiego skąd rozciąga się piękna panorama na całe miasto. Trafiłam tam prawie w godzinę zachodu słońca i jestem pewna, że przy życzliwszej pogodzie – bezchmurnej i przejrzystej, można oglądać niesamowite widoki.

DSC_6791To był chyba najlepszy punkt wycieczki (a nie! jeszcze nie jechałam najdroższym pociągiem świata!) – oglądanie miasta „z góry” jest dla mnie zawsze punktem obowiązkowym.

Generalnie dzionek bardzo udany – nie zobaczyłam tyle ile bym chciała, ale to co zobaczyłam zyskało moje zaufanie.

Po zachodzie zaczęło się robić nieprzyjemnie zimno, więc szybko pobiegłam na dworzec, kupiłam nieszczęsny bilet (tak, mam w sobie polskie, głęboko zakorzenione cebulackie korzenie i żal mi tylu pieniędzy na bilet) i udałam się w 30-minutową podróż do domu.

c3

c4

Pomimo mocno industrialnego charakteru niektórych części miasta to klimat Starego Miasta, nieodkryte kawiarnie, nieodwiedzone muzea, nocne spacery i jezioro przyciągają. Może tam wrócę, ale na pewno nie samej, na pewno nie w zimie i na pewno nie za taką cenę ;).

Dziękuję, dobranoc!

PS. a propos jedzenia to wyczytałam, że w Zurychu istnieje restauracja, gdzie je się w całkowitej ciemności. Stoliki obsługują osoby niewidome, które od wejścia do restauracji prowadzą za rękę na zarezerwowane miejsce. Restauracja z pewnością nieziemska, ale nie chcę nawet sprawdzać cen dań*.

*sprawdziłam. 72 franki za trzydaniowe danie.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “No. 4 – Zurych

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s