No. 6

Pamiętam doskonale jak dokładnie rok temu, w Walentynki, wracałam z Niemiec do Polski na przerwę semestralną z gościem, który miał 40 lat i był bez matury, „bo któremu gówniarzowi chce się wtedy uczyć”. Wracał do Polski raz na dwa tygodnie, bo… uczęszczał do liceum dla dorosłych. Potem chciał iść jeszcze na studia „dla samego siebie. Mam dobrą pracę, ale chcę mieć także dobre wykształcenie”. Zaimponował mi i często zastanawiałam się jak mu poszło, bo facet generalnie głęboko wierzył, że Dziady napisał Słowacki.

To tak w ramach niedużej dygresji.

Dzisiejszy dzień także chciałam spędzić w samochodzie. A w zasadzie samochodach, bo wczoraj wieczorem (oczywiście wcześniej nie chciało mi się o tym myśleć..) zdecydowałam, że wstanę raniusieńko i postopuję nad Jezioro Czterech Kantonów, gdzie zaczynają się właściwe Alpy. Tak bardzo chciałam zobaczyć ośnieżone góry w słonecznych promieniach. Taki widok byłby spełnieniem szwajcarskich marzeń.

Niestety, ale jestem mistrzem usprawiedliwień. Obudziłam się po 7:00 niemiłosiernie niewyspana i stwierdziłam, że jednak nigdzie nie jadę, bo:

– nie powiedziałam rodzinie, że chcę dzisiaj gdzieś jechać, więc nie wypada wyjść z domu zostawiając jedynie karteczkę,

– w sumie to nie bardzo wiem jak tam dojechać, więc się trochę boję, dzień się zaraz skończy, nigdzie nie jadę.

Bzdura na bzdurze, bo ani rodzina by się nie obraziła, ani dzień się zaraz nie kończy (jeśli wstaniesz odpowiednio wcześnie).

W ten oto wspaniały sposób ten najsłoneczniejszy dzień odkąd tu jestem spędziłam… z rodziną w Ikei, bo wstałam o 9:30 i na jednodniowe stopowanie było za późno. Nie byłam w Ikei sto lat, więc nie powiem, żebym była niezadowolona (szczególnie, że kupiłam za grosze 12 różnokolorowych flamastrów dla moich niemieckich słówek), (+ IKEA zawsze dostarcza wielu uciech wizualnych), jednak w dalszym ciągu słaba alternatywa dla moich słonecznych Alp.

Smutek wypełnia me serce, skoro lenistwo > marzenie. Jak żyć?

Poniżej migawka z mojego wczorajszego biegania, o którym jeszcze będzie dużo dłużej i dokładniej, bo to kolejna arcyciekawa sprawa!

Nie są to może najpiękniejsze widoki ever, ale i tak zdecydowanie ładniej się biega w takiej aurze niż po drodze w mojej wiosce.

lloli

lloli2

bg2

PS. Dzisiejsze bieganie także zaliczone!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s