No. 12 – fasnacht raz jeszcze!

Hej ziomeczki!

Dzisiaj po raz drugi będzie o szwajcarskim karnawale, bo jest to coś tak cudownego, że nie jestem w stanie się oprzeć. W zeszły czwartek byłam na Guggenkoncercie – jeśli nie pamiętacie co to było to się nie przejmujcie, bo teraz Wam to wyłożę dużo dosadniej i dokładniej!

Na początek link do malutkiej próbki możliwości orkiestr: https://plus.google.com/photos/109807719606054299837/albums/6119510804188339297

Guggenmusik absolutnie ukradła moje serce za swobodę, lekkość, radość. Każdy prawdziwy guggenband powinien składać się ze wszelkiego rodzaju instrumentów dętych blaszanych: puzony, trąbki, tub, korentów i suzafonów (to to największe). Oprócz tego każda orkiestra ma doboszy i jeżdżące perkusje. Opcjonalnie coś co zawsze dodaje wdzięku muzyce – instrument składający się z plastikowych blaszek (plastikowa blaszka, hehe), na którym gra się pałeczkami – nie mam zdjęcia to nie obaczycie, ale wierzcie, że dzięki temu instrumentowi każda nutka staje się przyjemniejsza dla ucha.

cd11Druga sprawa za co absolutnie uwielbiam guggenbandy to swoboda w wyrazie artystycznym. Nie kompletna wolność, ale właśnie kontrolowana swoboda. Nie ma znaczenia czy wyjdziesz na scenę z lewej, z prawej sceny czy z tłumu. Nikogo nie interesuje czy kieszeń jest na prawej czy lewej nogawce. Możesz mieć zieloną czapkę albo w zielone groszki na niebieskim tle. Nikt się nie obrazi jeśli do swojego stroju przyczepisz maskotki. Twój strój musi się trzymać linii orkiestry, ale możesz także przez niego wyrazić swoją osobowość. W ten sposób otrzymujemy mieszanki wybuchowe pełne takich samych, a jednak innych strojów.

cd5

Dzisiejsze zdjęcia są z Brugger Fasnachtu, czyli pochodu karnawałowego z miejscowości obok. O ile ten zeszłotygodniowy składał się z samych guggenbandów, to ten miał typowo karnawałowy charakter czyli… było mnóstwo traktorów ciągnących karnawałowe platformy. A na tych platformach można było oglądać przegląd ludzkiej pomysłowości. 
cd10Niestety na zdjęciach zobaczycie prawie nic (w sumie tylko jedną platformę), bo raz, że zdjęcia mi wyjątkowo w niedzielę nie wchodziły, to dwa… skasowałam przez przypadek zdjęcia z karty zanim je zgrałam (hehe) i nie wszystko udało mi się odzyskać :(.

Ale na platformach można było zobaczyć naprawdę wszystko – stado małp wiszących na drzewach; rodzinę Simpsonów; szwajcarskie góry; Mario; scenę muzyczną; McDonald’a oraz mojego faworyta…

cd3(dziwne wymiary, bo tylko część zdjęcia udało się odzyskać). Na platformie wybudowali dźwig, a pod dźwigiem kręciło się mnóstwo budowlańców przynoszących cegły. Naokoło platformy jeździły taczki i rzucały w ludzi konfettim przemielonym przez betoniarkę. Zaproszono mnie nawet do budowania domku na platformie, ale kompletnie nic nie zrozumiał z ust szwajcarskiego podpitego Boba Budowniczego – dopiero Andrea uświadomiła mnie, że miałam okazję pomóc w budowie domu, ale Bob pobiegł gdzieś dalej.

cd4cd2Można było też spotkać bardzo popularną szwajcarską musztardę oraz… Ozziego Osbourne’a?
cd9cd8

Cały karnawałowy Umzug to gratka dla miłośników agromotoryzacji. Nawet mnie sprawiało nieco radości oglądanie najnowocześniejszych traktorów i muszę powiedzieć, że pierwszy raz widziałam traktory, które miały w środku ekran np. do oglądania filmów.

cd7

Kolejnym elementem, którego nie było w jak się okazuje „oszukanym” Fasnachcie w Baden, były POCZĘSTUNKI! Dzieci dostawały prawie od każdego świętującego jakąś słodkość (mnie się nawet snikers dostał), a dorośli kawałeczki szwajcarskich serów czy alkoholowe minitrunki.

cd6Całość trwała dwie godziny, choć dla mnie mogłabym trwać drugie tyle.

Oczywiście wszędzie było confetti. Wszędzie (znalazłam je nawet W skarpetce i wciąż znajduję w różnych miejscach).

Wieczorem także w niedzielę w miejscowości oddalonej o 45 km i 23 franki w jedną stronę był znany na całą Szwajcarię Chienbaese. To także karnawałowy pochód tyle, że… złożony z pochodni. Na zdjęciach robi to niesamowite wrażenie i nawet przez chwilę miałam nadzieję tam być, ale szukanie przez godzinę wylotówki (która była 5 minut od starego miasta..) skutecznie pokrzyżowało mi plany. Zaczęło się ściemniać, a nie praktykuję samotnej jazdy na stopa po zmroku. Wróciłam do domu i pochód oglądnęłam w telewizji, bo tutaj ludzie naprawdę kochają tego typu sprawy :).

A raniuteńko o 4:00 w Bazylei zaczął się najsłynniejszy karnawał. Pochodem otwierającym, kiedy jest jeszcze zupełnie ciemno, jest… tysiące latarni, lampionów. Dużych, małych, kolorowych, szarych. Oczywiście z tego też była transmisja, więc nie omieszkałam jej przegapić. Po południu był jeszcze jeden pochód już „normalny”, czyli z pojazdami, platformami, muzyką.

I właśnie, a propos, muzyki. Typowe dla bazylejskiego karnawału nie są guggenorkiestry tylko ludzie przebrani w takie oto maski grający na bębnach lub piccolo (flet).

cd1PS. Znalazłam jedno zdjęcie gdzie widać platformę – bidne to zdjęcie, ale może da Wam minimalne pojęcie jak to wyglądało.
cd12

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s