No. 15 – Sion

ef24Let’s play the game. Opowiem Wam dzisiaj historię jak chciałam spełnić swoje marzenie o zobaczeniu ośnieżonych Alp, a po przyjechaniu na miejsce przywitał mnie taki widok:

ef1  Mało zimowo, oder? Moja ignorancja z zakresu wiedzy klimatycznej i górskiej jest jak się okazuje co najmniej spora. Wydawało mi się, że jak się jedzie w lutym do miasta otoczonego dwu i trzytysięcznikami to one wszystkie od samego dołu po sam czubek będą pokryte śniegiem. Ja się z łatwością gdzieś tam wespnę, zrobię foty dzikiej alpejskiej naturze i będę przeszczęśliwa. Nauczyć się jeszcze muszę sporo, bo zamiast nucenia ‚let it go‚ (‚mam tę moc’ z Krainy Lodu) po głowie pałętał mi się ten kawałek: https://www.youtube.com/watch?v=P8ymgFyzbDo .

ef7

ef9

ef18

Pogoda, jak to górach (tym razem się nie pomyliłam!), zmienną jest, więc po chwili na niebie nie było żadnej chmurki. Ale zacznijmy od początku.

Moim celem, zupełnie z przypadku, było miasto Sion. Dlaczego z przypadku? Po prostu otworzyłam mapę Szwajcarii, wypisałam kilka większych miast (większe miasto to 30 tys. ludzi), wpisałam w wyszukiwarkę couchsurfing.com* i rozesłałam kilkanaście próśb o nocleg – pierwszą osobą, która zgodziła się mnie przenocować i spędzić ze mną sobotni dzień był Frederic.

ef6

Niesamowicie sympatyczny gościu, zwiedził w swoim życiu kilkadziesiąt krajów, miał polską dziewczynę, był dwa razy na polskim weselu, jest naukowcem, poluje na jelenie i dziki, fotografuje. Rzadko mi się to zdarza, ale z tym facetem naprawdę mogłabym przegadać cały dzień i noc. Jak ktoś będzie chciał zaglądnąć na te tereny to dysponuję namiarami do Frederica!

ef5

Sion jest stolicą kantony Valais, który słynie w Szwajcarii z przepięknych widoków (który kanton z tego NIE słynie?) i z produkcji wina. Jadąc autostradą po lewej i po prawej są, niespodzianka, góry, jednak zasadniczo się od siebie różnią. Te po lewej, na które przez większość dnia pada słońce zamienione są w niekończące się winnice – te po prawej pozostają nietknięte. Porównajcie zdjęcie powyżej z tymi jeszcze powyżej.

Samo miasto słynie z dwóch zamków. W środku tego 30 tysięcznego miasta wznoszą się dwa wzgórza, a na nich dwa zamki + kościół. Kościół jest czynny, posiada najstarsze na świecie działające organy (z XV wieku?), ale ogólnie jest ruiną. Sami turyści traktują go jak zwykły budynek maziając po ścianach swoje inicjały.

ef8

Do samego miasta pojechałam stopem. Niby niedużo, bo ok. 250 km, ale to jest jednak cała Szwajcaria czyli dla przeciętnego Szwajcara baaardzo daleko (Claudio jak się dowiedział gdzie chcę jechać to chwycił się za głowę). Trzeba trzy razy zmieniać autostradę, na samej trasie jest tylko cztery czy pięć stacji benzynowych, więc miałam spore obawy czy to sama ogarnę (trzeba łapać tak, żeby wyrzucili Cię na stacji, a nie rozjeździe). Z wypisanymi wszystkimi wylotówkami, parkingami stanęłam na drodze tuż za moją wioską z kartką „wjazd na autostradę”. Po 25 minutach zatrzymał się srebrny samochodzik – facet powiedział, że chętnie mnie podrzuci, bo także jedzie autostradą. Nieśmiało spytałam czy przez Berno, on kiwnął, że tak. Bardzo się ucieszyłam i z radości wytoczyłam litanię, że jadę do Sion, żeby zobaczyć Alpy i w ogóle to i w ogóle tamto. Adi, bo tak miał na imię, „hej! Ja też jadę do Sion!”.

ef23

Okazało się, że Adi jest kierowcą autobusu i jedzie do pracy. W połowie trasy przesiedliśmy się do autobusu, także do samego Sion podjechałam kilkunastometrową limuzyną. Adi był przeszczęśliwy, że mnie zabrał, że może mi pomóc, ciągle o czymś gadał, ciągle o coś pytał. Zostawił mi swój numer i powiedział, że jak będę chciała gdzieś jechać to mam mu napisać esa, bo może akurat będzie jechał tam gdzie ja (a mieszka w miejscowości obok).

ef20

 Podziwiając urocze szwajcarskie widoczki ogarnęłam, że mam nieziemsko brudne okulary, więc je ściągnęłam i zaczęłam czyścić. W pewnym momencie spotkaliśmy się z Adim wzrokiem, a on „O matko! Ale ty masz piękne niebieskie oczy”. Popukałam się w czoło, ale do końca podróży jeszcze kilka razy nawiązywał do koloru moich oczu. Zawsze mnie to niesamowicie bawi, bo osobiście mnie tak jasnoniebieskie nie ruszają, ale są różne gusta 😉

O mamulu! Się rozpisałam, także no, resztę napiszę jutro, bo już mi się dzisiaj nie chce.

* dla niezorientowanych – couchsurfing.com to strona gdzie ludzie oferują podróżującym kawałek podłogi w swoim mieszkaniu. W uproszczeniu można powiedzieć, że to ‚darmowy hotel’, ale oczywiście nie tylko to jest ważne. Przede wszystkim można nawiązać kontakt z tubylcami i poznać niesamowitych ludzi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s