No. 25 – święta

DSC_9400

(publiczna winnica w Vaduz)

Przez ostatnie kilka dni dostawałam od Was wiadomości jak wyglądają moje święta, jak świętuje moja rodzina. Tymczasem… świąt nie ma. A przynajmniej nie w rodzinie, u której mieszkam.

Rodzina nie przykłada do świąt żadnej uwagi. Z tego względu czterodniowy weekend (Szwajcarzy mają wolny nie tylko Wielki Poniedziałek, ale i Piątek) był weekendem jak inne. Z małymi wyjątkami – pomarańczowy obrus został zastąpiony białym, a przed drzwiami (na których wisi wiosenno-wielkanocny stroik) stoi ubrana w pisanki roślinka.

DSC_9237

(widok z ogródka dziadka)

DSC_9249

Czułam się tym faktem nieco rozczarowana, ale cóż począć! Dopóki nikt do mnie nie pisał jak spędzam święta, dopóki rodzina nie dzwoniła na Skype, dopóty było mi nie-smutno i nie-tęskno. Przewijające się na tablicy FB zdjęcia ciast, sałatek, stroików czy innych klimatycznych wpisów o rodzinnej atmosferze nie pomagały. W związku z tym swój umysł trzeba było zająć czymś absorbującym 😉

DSC_9348

(znany i lubiany na świecie interesujący pomnik)

Wielki Piątek był bodjaże pierwszym dniem od dwóch tygodni kiedy nie padało, a świeciło słońce. Udało mi się znaleźć w internecie informacje o Liturgii Męki Pańskiej w języku polskim z możliwością spowiedzi. O wielka była radość w chwili tego odkrycia! Kościół znajdował się 17,1 km od domu, połączenie autobusowe z 2-3 przesiadkami, więc zdecydowałam, że pójdę na nogach, a jak będzie jechał samochód to wystawię kciuka – a nóż-widelec mnie ktoś podwiezie.

Tak też się stało i ostatecznie o 14:55 zameldowałam się na miejscu (tak, gdyby nie podwózki [na które bardzo liczyłam] zdążyłabym pewnie ledwo na spowiedź po liturgii). Kościół, a w zasadzie kaplica znajduje się na terenie ogromnego ośrodka dla osób starszych i niedołężnych. W zasadzie można to spokojnie nazwać jakimś centrum, bo czego tam nie było! Ogród, park, rzeczka, stajnia, place zabaw, dworki, restauracja no i sam ogromny ośrodek.

DSC_9335

(okna katedry)

W drodze powrotnej zgubiłam nieco drogę, więc (robię to bardzo rzadko, bo zazwyczaj dobremu nawigatorowi wystarczy mapa, ale ostatecznie perspektywa błądzenia jak przed tobą jeszcze 15 km niespecjalnie mnie urzekła) spytałam o drogę młodego Szwajcara, który zatrzymał się wyrzucić śmieci. Wywiązała się krótka rozmowa i… zaproponował mi podwózkę do domu! „Mam trochę wolnego czasu, więc bez problemu mogę Cię podwieźć, jeśli chcesz”. Miał żydowskie imię, bo taki zwyczaj w rodzinie. Jego matka jest Szwajcarką, a tata Holendro-Niemcem, którego tata miał polskiego tatę (czyli pradziadek kierowcy), dlatego suma sumarum on sam ma polskie nazwisko.

No i w tym dniu zgubiłam szalik kupiony na Floh Markcie w Niemczech 😦

DSC_9315

(zdjęcie z dedykacją dla Mamy (palmy!) – widok na zamek zamieszkały przez księcia Królestwa)

Sobotę spędziłam na nauce niemieckiego, leżeniu w łóżku, słuchaniu nastrojowej muzyki. Wieczorem poszłam na Wigilię Paschalną. Było bardzo uroczyście i pięknie, niestety bez księdza.

DSC_9294

(flaga Liechtensteinu)

W niedzielę z samego rana pojechaliśmy z rodziną do dziadka, do Liechtensteinu. Dziadek jest nadzianym Szwajcarem, dlatego dawno, dawno temu przeprowadził się z drugą żoną do tego raju podatkowego. Odwiedziny bardziej ze względu na zeszłotygodniowe urodziny Laury niźli święta wielkanocne.

W rodzinie zachowała się wciąż jeden, bardzo popularny w całej Szwajcarii zwyczaj – szukanie czekoladowych jajek, królików, rzadko baranków schowanych w ogrodzie. Okazało się, że dziadek schował cały koszyk słodkości  także i dla mnie co z radością (w sumie słaba radość, ale niech będzie) prezentuję poniżej:

IMG_20150405_141907

(o innych zwyczajach świątecznych niestety nic mi nie wiadomo)

Potem całą paczką poszliśmy przejechać się turystycznym pociągiem, który objeżdżał naokoło Vaduz. A musicie wiedzieć, że objechanie stolicy zajmuje całe 1800 sekund.

DSC_9271

Wszystkie zdjęcia z tej notki zostały zrobione właśnie w Vaduz. Urocze miasteczko z uroczymi widokówkami. Ale w zasadzie wszystko co warte zobaczenia już zobaczyliście na zdjęciach ;). Widok Alp rozpościera się w całym miasteczku, do zwiedzania jest jedna ulica i jedna winnica. Alles.

DSC_9276

(widok na zamek, alpy, katedrę i miasto)

DSC_9292

(fragment jedynej turystycznej ulicy w Vaduz)

DSC_9269

Poniżej rzut oka na – od lewej: futurystyczny parlament liechtensteinski (?), siedziba rządu oraz katedra katolicka.

DSC_9320

A tutaj parlament z trochę innej perspektywy:

DSC_9287

W Wielkanocny Poniedziałek rano podreptałam do kościoła, gdzie msza odbyła się z dwoma księżmi i dwoma szafarzami, a po niej każdemu chętnemu wiernemu oferowano kieliszek wina i kanapki. Ja sama poszwędałam się nieco przy pięknej pogodzie po mieście, a następnie wsiadłam do autobusu. Po 5 przystankach zorientowałam się, że to jednak autobus jadący w zupełnie inną stronę. Wysiadłam, złapałam podwózkę (w ciągu minuty) z powrotem do miasta. W święta autobusy kursują co godzinę, więc postanowiłam iść trasą autobusu, który miał mnie zgarnąć gdzieś po drodze. Tym razem obyło się bez przeszkód i późnym popołudniem byłam już w domu.

DSC_9356

I tak, oto kochaniutcy doczekaliście się relacji z moich świąt! Nieco mało świąteczna i intrygująca, prawda? Mam nadzieję, że chociaż zdjęcia Wam się podobają, bo na mnie Alpy zawsze robią wrażenie!

DSC_9362

Reklamy

2 uwagi do wpisu “No. 25 – święta

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s