No. 28 – Thunersee

DSC_0072

Dzisiaj krótka piłka, więcej zdjęć (choć i tak niewiele) niż tekstu.

Po noclegu u Ilji zebrałam się koło 10:30 i wyruszyłam na wylotówkę w stronę… jeziora! Rzadko kiedy bywam nad jakąkolwiek wodą, nie umiem nawet pływać, ale morze, a szczególnie jeziora darzę szczególnymi uczuciami ;). Połączenie z górami wydaje mi się najpiękniejszym widoczkiem na świecie, więc niesamowicie podekscytowana szłam sobie pośród lasku (w środku miasta niemalże!) na miejsce łapania.

Już piąty samochód zatrzymał się. Przeurocza szwajcarsko-francuska para podwiozła mnie prosto pod wizytówkę miasta, która wygląda tak:

DSC_9845

A stamtąd rozpościerał się taki widoczek na miasto i jezioro:

DSC_9819

Z jednej strony zamku widać rozpościerające się jezioro i Alpy, natomiast z drugiej strony Alpy łagodnie przechodzą w wyżyny. Berner Oberland, gdzie znajduje się Thun to granica pomiędzy Wyżyną Szwajcarską, a Alpami. Doskonale widać to na tym zdjęciu:

DSC_9854

Miasteczko nie jest duże, ale przeurocze. Nie tylko ze względu na jezioro, ale także ze względu na uroczą zabudowę. W tę niedzielę było niezwykle słonecznie, więc wiele osób siedziało w ogródkach nad rzeką, a jeszcze więcej na kocach nad brzegiem jeziora.

Szybki rzut oka na jedną z głównych ulic Starego Miasta (palmy, KAŻDE naprawdę każde miasto czy wieś w Szwajcarii ma PALMY):

DSC_9902

Po 1,5-godzinnym spacerze pośród tych urokliwych uliczek skierowałam się w stronę jeziora, żebym tam spędzić resztę wolnego czasu.

thun

Muszę przyznać, że generalnie czułam się jak w jakiejś bajce. Widok, który się rozpościerał był jednym z najpiękniejszych jakie dotąd widziałam.

DSC_9970

Powyżej bardzo klimatyczny, malusi kościółek. Kiedyś katolicki, dzisiaj protestancki.

Po dwóch godzinach leżakowania nad brzegiem zebrałam manatki i wyruszyłam w drogę do domu. Podobnie jak w drodze do Berna, do domu także dojechałam na trzy rzuty. Pierwszy kierowca (młody szwajcaro-mongoł) tak przejął się tym, że podróżuję sama i stopem, że podarował mi 17 franków na wypadek, gdybym zgłodniała łapiąc lub musiała skorzystać z toalety. Dodatkowo kupił mi dwa redbulle i batona.

DSC_9985

Drugi kierowca jechał bardzo sportową bryką. Także było szybko, ale niewygodnie, bo ciasno i nisko (nawet jak na mnie) ;). Był on pierwszym kierowca, który tak samo jak ja nie do końca wiedział co mówi, bo sam niemieckiego uczył się od niedawna. Był Szwajcarem, ale z części francuskiej.

DSC_9848

Trzeci podwiózł mnie do najbliższego zjazdu do mojej wioski. Była wtedy naprawdę piękna pogoda, więc postanowiłam te ostatnie 8 km przemaszerować pieszo. Poza tym w tak małych miejscowościach, którymi idzie moja droga powrotna, rzadko kiedy się ktoś zatrzymuje, bo wszyscy są „tutejsi” i nie wiedzą, że podwiezienie nawet 1 km to była dla mnie duża ulga ;).

DSC_0049

Wróciłam praktycznie bez stóp, bo niesamowicie obdarły mnie buty (debiut po zimowej przerwie), ale kolejne 15-20 km zrobione w weekend na moim koncie. Niesamowite jak wiele tutaj chodzę, bo za chodzeniem nie przepadam!

DSC_0075

Śmiało mogę powiedzieć, że obok zimowego Andermattu to był najpiękniejszy dzień w Szwajcarii.

DSC_0005

Na do widzenia ładna pani z wystawy 😉

DSC_9896

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s