No. 30

Wybiła 20:00 i o tej godzinie obiecałam sobie, że zacznę pisać posta. Brak opóźnień w realizacji planów – to się luuuubi!

DSC_0544

Dzisiaj post o wszystkim i o niczym, czyli jak mi się żyje przez ostatni miesiąc. Generalnie – standardowo. Czyli rano wstaję kwadrans po 7:15 i mniej lub bardziej przyjemnie spędzam czas z dziećmi do ok. 18:15. Czasem Laura ma kryzys i się awanturuje (swoją drogą śmieszne są awantury, kiedy zdenerwowana jest tylko jedna strona), ale czas w większości płynie spokojnie.

DSC_0559

Do dzisiaj kiedy to… zaspałam. Telefon z powodu niezliczonych upadków czasem szwankuje i zaszwankował także dzisiaj w nocy wyłączając się. Obudził mnie… telefon od wychowawczyni, która pięć minut po rozpoczęciu zajęć postanowiła z powodu braku Laury przedzwonić do domu.

Nie zdążyłam odebrać, bo szybko pobiegłam obudzić Laurę. 5 minut później kolejny telefon, tym razem od taty. Wytłumaczyłam, przeprosiłam i wszystko w porządku. Wściekła Laura szybko się pozbierała i wybiegła z mieszkania. Za 5 minut dzwonek do drzwi.

Otwieram, a za drzwiami… mama. Cała w nerwach. Wychowawczyni po braku kontaktu z domem zadzwoniła do obydwu rodziców, a zdenerwowana mama zwolniła się z pracy i przybiegła sprawdzić, co się dzieje. Strasznie mi było głupio, bo z powodu niewinnej sytuacji (spóźnienie ok. 20-minutowe) Andrea raz, że musiała wyjść z pracy, a dwa, że najadła się strachu.

Także następnym razem postaram się nie zaspać, skoro stawia to na nogi całą rodzinę.

i1Zresztą przedwczoraj też spowodowałam, że kolejna mama prawie umarła na zawał. Wzięłam dziewczynki i koleżankę Laury na przejażdżkę lokomotywą po centrum ogrodniczym znajdującym się w naszej wsi. O 16:00 mama miała ją odebrać, niestety niezbyt jasno ustaliłyśmy miejsce spotkania i suma sumarum my byłyśmy gdzie indziej, mama gdzie indziej. Po 25 minutach poszukiwań stwierdziłam, że odprowadzę małą do domu. Po drodze kilkakrotnie dzwoniłam na domowy, ale nikt nie odbierał.

Za chwilę mama odzwania – głos jej drżał niesłychanie. Uspokoiłam ją, że za 7 minut będziemy na miejscu. Okazało się, że wróciła do domu i wzięła telefon do ręki, ponieważ.. chciała zgłaszać zaginięcie córki na policję.

Pomijam, czy to było potrzebne, ale pokazuje skalę nerwów, na jaką mamy muszą być przygotowane oddając swoje dzieci pod opiekę ;).

ja i majia

A tak poza tym, to jak jest ładna pogoda dłubiemy w okolicznej minirzeczce, siedzimy na placu zabaw, bawimy się w chowanego i takie tam.

Jak jest brzydziej, a niestety przez ostatni czas jest tylko tak, to np. składamy Pikachu.

i3Wieczorami

oglądam bajki Disneya po niemiecku (są fantastycznie zrobione – prawie nie znając języka wszystko się rozumie, ponieważ słowa są doskonale zsynchronizowane z gestami. Kiedy oglądam obecne bajki w telewizji szwajcarskiej, ledwo rozumiem ogólną ideę odcinka),

ćwiczę intensywnie (w znaczeniu, że jeśli już w ogóle ćwiczę, to jest to trening niezwykle intensywny),

ogarniam sobie nowy mundur rekonstrukcyjny (przy odrobinie szczęście premiera w lipcu),

żegnam Finkę, która wróciła do ojczyzny (zdjęcie wyżej),

i6

idę do sklepów poprzymierzać ciuszki, na które mnie nie stać (zdjęcie gdzieś niżej),

jeżdżę rowerem po okolicy (na razie rzadko, bo brzydka pogoda),

planuję kolejne weekendy (choć fatalna pogoda w weekendy skutecznie psuje mi szyki, więc nie zobaczę wszystkiego, co zobaczyć założyłam),

po prostu idę spać po odbębnieniu facebookowych, mailowych, skype’owych zaległości,

poprawiam namiętnie pracę licencjacką. Kiedy przeczytałam te skrobiny z zeszłego roku, przeraziłam się, bo praca sens miała tylko w niewielkich fragmentach. Na początku stwierdziłam, że skoro promotorka mi ją zaliczyła to kij, nie poprawiam, ale po kilku dniach doszłam do wniosku, że wstyd to podpisać swoim nazwiskiem i piszę ją w dużej części od nowa. Deadline: 10 maja.

i… coraz mocniej zaczynam tęsknić za ludźmi, spotkaniami, tańcami, graniami i takimi tam.

DSC_0576

A propos ludzi, to dwie niedziele temu zostałam zaproszona na grilla do LUDZI! Ludzie ci byli bardzo sympatyczni, była oczywiście też Polka, bo jesteśmy przecież wszędzie :). Grillowanko było bardzo przyjemne – powyżej widoczek z góry, na której wcinaliśmy steki i piliśmy winko ze sprite’m. Przy odrobinie dobrej woli dostrzeżecie Alpy w oddali. A dom, który widzicie w lewym dolnym rogu, kosztuje kilka milionów franków. Just sayin’

DSC_0618

Zapomniałam powiedzieć, że czasami też rysujemy i gotujemy pyszne desery

i2

Zanim na wspomniany wyżej grill dotarłam, to postanowiłam pójść na polską mszę. Niestety tym razem szczęście mi nie dopisało – żadnego stopa nie złapałam, więc 14 km pokonałam pieszo, dochodząc oczywiście grubo po zakończeniu mszy. Natomiast mogłam podziwiać piękne, cudowne widoczki. Przestrzeń, słońce, lasy, pola, sokoły, bażanty, ziemia, niebo, spacerujący ludzie, brak samochodów, urocze wioseczki i lotnisko dla prywatnych samolotów.

DSC_0550

Podobnie było w zeszłą niedzielę, kiedy wykorzystałam już rower, więc tym razem zdążyłam.

DSC_0565

W któryś dzień zdecydowałam się też na… lepienie pierogów z truskawkami. Były WYBORNE! Muszę przyznać, że w wyszukiwaniu najlepszych przepisów (bo nie oszukujmy się, że przy prostych daniach (a tylko na takie się porywam) kluczem do sukcesu jest właśnie przepis) jestem mistrzem.

i5

Corinne nie smakowały, ale ucieszyło mnie to, bo więcej zostało dla mnie.

Jeśli już jesteśmy przy Polsce, to w przyszły weekend są wybory prezydenckie (jeśli chodzi o mnie, to Kukiz ma mój głos) i dzisiaj przyszło do mnie takie cudeńko:

DSC_0622

Także w przyszłą niedzielę czeka mnie 100-kilometrowy stop do stolicy Szwajcarii, żeby zmienić Polskę :). Zaangażowałam w dostanie tego zaświadczenia całą czwórkę mojej rodziny (tej prawdziwej, najprawdziwszej, jedynej) – za co im w tym miejscu NIEZMIERNIE DZIĘKUJĘ!!! Kurczę, bez Was niczego bym nie osiągnęła (i mowa tutaj nie tylko o tym papierku).

i4

(Zdjęcie w drogich ciuszkach zanim zapomnę wkleić).

Do powrotu zostało jeszcze 7 tygodni, więc jakoś bez dobrej imprezy wytrzymam, ale na Dniach Szarowa muszę sobie to koniecznie odbić!

DSC_0564

I jeszcze chińskie ciasteczko z wróżbą na koniec (na grillu była także Chinka):

DSC_0605(dla nieanglojęzycznych: będę prowadzić zyskowny biznes)

Także może mnie kiedyś na szwajcarski shopping będzie stać ;).

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “No. 30

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s