No. 38 – Matterhorn

DSC_1707

Każda szwajcarska gmina wypuszcza każdego dnia pulę 2-3 biletów dziennych. Bilet dzienny kosztuje plus minus 40 franków (SZWAJCARSKIE GROSZE), a można na nim jeździć gdzie się tylko zechce. Obowiązuje na wszystkie pociągi i autobusy, a nawet na niektóre promy, czasem oferuje także zniżki na kolejki górskie.

Raz jeden taką „Tageskarte” udało mi się dorwać. Rodzinka pozwoliła mi się urwać w tygodniu, po tym jak Claudio zobowiązał się przypilnować jeden dzień dzieciaków. Porzuciłam mój autostopowy styl życia i spędziłam kilkadziesiąt intensywnych minut planując owy dzień tak, by bilet został wykorzystany do granic możliwości.

Ostatecznie, nie zobaczyłam wielu rzeczy (bo tylko dwie), ale te, do których autostopem jest kosmicznie ciężko się dostać. W pociągu spędziłam w tamtym dniu ok. 9,5 godziny, ale to co zobaczyłam wynagrodziło mi ten czas.

DSC_1702

Kolej szwajcarska jest podobno najlepiej zorganizowaną koleją świata i czułam szczerą zazdrość kiedy porównałam jak działa u nas.

Żeby dojechać pod samą granicę niemiecko-włoską potrzebowałam 3 razy zmieniać pociąg, jednak nigdy na przesiadkę nie czekałam dłużej niż 10 minut. Ponadto kolej zawsze jest prowadzona przez niezwykle malownicze tereny – ja wiem, że w bajecznej Szwajcarii nie jest to trudne, ale jestem w stanie nawet zaryzykować stwierdzeniem, że koleją można więcej zobaczyć zza okna niż jeżdżąc samochodem.

Wszystkie zdjęcia, na których jest zielono zostały zrobione właśnie przez okna pociągu. Takimi oto terenami dojeżdżałam do miejsca mojej destynacji i nie mogłam oderwać oczu – nigdy wcześniej nie byłam w okolicy, gdzie otoczona górami leży mała wioska.

DSC_1691

DSC_1449

DSC_1682

A potem nagle, niemalże zza węgła odsłonił się taki widok:

DSC_1464

Pamiętam jak ostatnie 40 minut dłużyły mi się niemiłosiernie, bo tak bardzo chciałam już wyjść i zobaczyć to „na żywo”.

Punktualnie o 10:13 wysiadłam na stacji w miejscowości Zermatt. Zermatt to podobno najbardziej znana wioska w Szwajcarii – przyjeżdża tu cały świat, bo raz, że świetne trasy trekkingowe i zjazdowe, a dwa… Matterhorn.

Słynny Matterhorn, czyli najwyższy szczyt Szwajcarii, a 6. alpejski. Ma 4478 m i całkiem specyficzny kształt.

DSC_1676

Jestem pewna, że wiecie jak wygląda:

DSC_1569

Oczywiście żeby zobaczyć go w takiej okazałości trzeba wyjechać kolejką górską na sąsiednie szczyty. Albo wspinać się na wzniesienia powyżej 2000 m, ale nawet gdyby ogarnął mnie taki szalony pomysł to wtedy było to jeszcze niemożliwe z powodu zamkniętych szlaków. Otwierane są w połowie czerwca najwcześniej.

Szybko zorientowałam się, że możliwości wjazdu są trzy. Pierwszym z nich jest wjazd na bodajże 3330 metrów n.p.m., czyli najwyższą stację na świecie (albo coś innego „naj”, bo najwyższa jest chyba w innym miejscu Szwajcarii). Koszt wjazdu zwalił mnie z nóg (choć oczywiście na samej górze są tabuny ludzi), więc spytałam bez wielkich nadziei o dwie pozostałe opcje – wiedziałam, że będą tańsze, bo nie są już tak turystyczne, ale nie liczyłam, że będzie mnie na nie stać.

DSC_1563

O dziwo, trzecia opcja okazała się bardzo, bardzo znośna, bo za zaledwie 12 franków mogłam wyjechać na wysokość 2 300 i stamtąd podziwiać Matterhorn w całej okazałości. Na samej górze nie było prawie nikogo – wszyscy siedzieli na tej stacji za kosmiczną fortunę.

Po wjeździe na samą górę wykorzystałam tabliczkę czekolady, kolejny symbol Szwajcarii i powstało takie o to zdjęcie:

DSC_1575Część z Was wie, a część nie, ale Toblerone przedstawia najwyższy szczyt Szwajcarii (i niedźwiadka jak słusznie zauważył Mateusz). Uwielbiam Szwajcarów za niemalże obnoszenie się tym skąd są!

A generalnie z „mojego” szczytu oprócz Matterhornu można było zobaczyć także inne widoczki:

DSC_1604

DSC_1614

DSC_1638

DSC_1642

Chwilę się tam pokręciłam, a następnie wróciłam na dół, ponieważ bardzo chciałam zaliczyć kolejny punkt wycieczki oddalony o kolejne 3,5 godziny pociągiem (o tym w następnej notce).

Sama wioseczka jest ściśle podporządkowana turystom. Myślisz „turystyczna wioska” i widzisz Zermatt – wszędzie hotele, sklepy z pamiatkami, spa i inne takie przyjemnostki nie na moją kieszeń.

DSC_1664

W samym Zermatcie (Zermatt?) zabroniony jest ruch samochodów. Jeżdżą tylko minisamochodziki elektroniczne, a mieszkańcy muszą mieć specjalne pozwolenie (choć nie wiem czy tam są w ogóle jacykolwiek mieszkańcy, czy tylko pracownicy…), choć ja żadnego normalnego samochodu nie widziałam.

DSC_1616Generalnie to już nie mam co więcej napisać o tym, że było zachwycająco pięknie, ale mam jeszcze kilka zdjęć przygotowanych, więc bez zbędnego owijania w bawełnę zamieszczam:

DSC_1626

DSC_1596

DSC_1586

I na dzisiaj tyle, po 13:30 wsiadłam do pociągu gdzie jak na przykładną studentkę przystało uczyłam się do zbliżającego się egzaminu licencjackiego:

DSC_1717

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s