No. 41 – Rigi

DSC_2414

Rigi to najpopularniejsza (po Matterhornie) góra Szwajcarii. To taka szwajcarska Gubałówka, na szczycie której każdy turysta musi się znaleźć. Ma 1800 m, a na jej szczyt można wyjechać pociągiem. Po drodze zatrzymuje się na kilku mniejszych stacjach, na których znajduje się np. basen z gorącymi źródłami.

DSC_2779

Widok z Rigi należy do najpiękniejszych szwajcarskich panoram i faktycznie zapiera dech w piersiach.

DSC_2499

Dzisiejsza relacja raczej fotograficzna niż słowna, bo cóż… mój dzień wyglądał następująco – najpierw wchodziłam, potem schodziłam. Zrobiłam ok. 22 km w 30 stopniowym upale czyli niesamowity wynik jak na mnie.

DSC_2752

Wyżej zdjęcie, na którym jestem całkiem czerwona, bo istotnie byłam jeszcze kilka dni później. Oczywiście po 3-4 dniach wszystko zeszło nie zostawiając praktycznie śladu opalenizny :’(.

DSC_2422

Istniało duże zagrożenie, że wyjść na Rigi mi się nie uda, bo potrzebna była piękna, bezchmurna pogoda, żeby wychodzenie miało sens. Udało się to w ostatni weekend pobytu!

Raniutko zebrałam więc swoje manatki, kupiłam dużo wody, założyłam wygodne buty oraz śmieszną chustkę na głowę i ruszyłam na podbój szwajcarskiej atrakcji!

DSC_2503

Dojechałam stopem na kilka rzutów ze starą Szwajcarką, Węgrem, Etiopczykiem, Szwajcarem, bliżej niezidentyfikowaną, ale na pewno nie szwajcarską rodzinką oraz Chilijczykiem, który wysadził mnie dosłownie przy wejściu na szlak. Sam jechał nieco dalej, żeby… polatać na paralotni.

DSC_2637

Na szlaku można spotkać mnóstwo krów i krowich placków. Już na samym początku przeżyłam spore rozczarowanie, bo…

DSC_2713

Idę sobie, idę, 40 minut już za mną.  Dochodzę do ścieżki w lesie, a na trasie przechodzi linia pod napięciem. Większość szlaków otwarta jest dopiero od połowy czerwca, a ja byłam jeszcze przed „oficjalnym” sezonem. Stwierdzam „problem, bo szlak zamknięty”, a ja mam już za sobą 40 minut, więc się nie cofnę. Poszwędałam się wzdłuż linii i po 15 minutach krążenia stwierdziłam, że przekraczam tę linię nielegalnie i kij. Wejdę na to Rigi!

DSC_2438

Idę więc rebeliancko ku górze i za ok. 400 metrów spotykam kolejną taką linię pod napięciem. I wtedy olśnienie – przecież to ogrodzenie dla krów!

Także szłam legalnie i dobrze, że iść się zdecydowałam, bo przez oportunizm i legalizm nie zobaczyłabym najpiękniejszych widoków jakie miałam okazję w swoim krótkim podróżniczym życiu zobaczyć.

DSC_2505

W każdym razie krów było w bród. A szlak, który wybrałam, szedł przez łąki, lasy, asfaltem, kamieniami, udeptaną ziemią, mijało się totalną dzicz, a zaraz potem mijały chatki letniskowe lub gospodarstwa wiejskie (górskie?).

DSC_2539

Po trasie ludu jak na lekarstwo, natomiast na samym szczycie spore tłumy (jak wspomniałam podjeżdża tutaj specjalny pociąg). W czasie wchodzenia pierwotny plan zakładał nie wchodzenia na samą górę, ponieważ trzeba było nadłożyć ok. 3 godzin marszu (początkowo chciałam wejść tylko na Rigi Kaltbad, czyli nieco niżej), ale ostatecznie z powodu dobrego czasu dojazdu na szlak oraz dobrego tempa marszu postanowiłam wejść na 1800. I to była jedna z decyzji wyjazdu, bo po drodze mijałam restaurację, gdzie odbywało się wesele, gdzie… byli wynajęci dwaj muzycy grający na rogach alpejskich!

DSC_2764

Zagadałam do nich, zaprosili mnie na koncert w przyszły weekend i zagrali coś dla mnie.

DSC_2566

W trasie spotkałam pięknego kucyka oraz… rowerzystów, którzy na szczyt wjeżdżali na rowerach. Szaleńcy, ale było ich wielu…

DSC_2450

DSC_2419

Na szczycie można było także podziwiać latających paralotniarzy.

A na tym zdjęciu piękna panorama, rowerzysta, paralotniarz w oddali:

DSC_2597

No i moje piękne nogi! Biało-czerwone parówy 😉

DSC_2766

Było pięknie, gorąco i całkiem męcząco – szczególnie droga w dół była całkiem ciężka, bo dużo bardziej stroma (weszłam po jednej, a zeszłam po drugiej stronie) i było na niej mnóstwo małych kamyków, które powodowały, że trzeba było bardzo uważać, żeby się nie przewrócić.

DSC_2534

DSC_2785

W drodze powrotnej do domu udało mi się wrócić kabrioletem; z dziewczyną, która jechała na imprezę country w odpowiednich butach, kapeluszu, ubraniu. Wziął mnie też duchowny jakiegoś kościoła, który jest tylko w bodajże 3 krajach świata – a jego wierni nie używają… mikrofalówek.

DSC_2579

Potem stałam w trochę słabym miejscu i dosyć szybko się już ściemniało, więc postanowiłam, że podjeżdżam jeszcze tylko jednym samochodem, a potem z tej miejscowości biorę pociąg. W pewnym momencie zatrzymał się samochód na przeciwległym pasie, pytając gdzie jadę. Powiedziałam jakąś większą miejscowość po trasie, a chłopak zaproponował, żebym wsiadła, bo też tam jedzie.

DSC_2610

Nie bardzo rozumiałam jak to jest, że jedzie tam gdzie ja, bo stoi po drugiej stronie, ale szybko mi wyjaśnił, że początkowo mnie minął, ale otrząsnął się i postanowił zawrócić ;). Na dodatek w czasie jazdy okazało się, że jedzie dokładnie do tej miejscowości, z której mam bezpośredni bus do mojej wioski, więc obyło się bez pociągu.

DSC_2620

DSC_2771

Śmiało mogę stwierdzić, że wycieczka na Rigi ląduje do TOPileś najlepszych dni w Szwajcarii! 🙂

Mam więcej zdjęć niż akapitów, więc zamieszczam co niezamieszczone:

DSC_2629

(taka wieża jest na szczycie)

DSC_2632

DSC_2788

(i tak sobie mieszkają ludzie na szlaku)

DSC_2796

DSC_2800 DSC_2802

(wioska, do której zeszłam z Rigi)

DSC_2665

DSC_2662

(selfies z samowyzwalacza)

DSC_2701

No i zadowolona gęba Darii na koniec:

DSC_2650

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s