No. 43

pods6

12 czerwca był moim ostatnim dniem z dzieciakami. Już dawno zaplanowałam, że ostatni tydzień w Szwajcarii (obronę miałam 23 czerwca) spędzę na zwiedzeniu części francuskiej i włoskiej, które były za daleko na weekendowe wypady autostopem.

Początkowo po 5 dniach spędzonych na  rozbijaniu się po południu Szwajcarii miałam polecieć na rekonstrukcję bitwy pod Waterloo, ale ostatecznie z planów nic nie wyszło z powodu chaosu organizatorów tejże imprezy. Długo by o tym gadać i ciężko mi było przełknąć stracone pieniądze, które wydałam już na bilety by do Belgii dojechać i by z niej do Krakowa wrócić, ale było minęło, prawie zapomniałam.

pods7

Ostatecznie po przeanalizowaniu wielu wariantów (łącznie z takim, żeby wrócić od razu w sobotę 13 czerwca, bo widmo nauki zagadnień do obrony mnie przerażało) postanowiłam zwiedzić tyle na ile czas mi do środy pozwoli, a w czwartek 18 czerwca wrócić busem do polskiego domu.

Ostatni weekend pracy był w ogóle ciężki, bo już bardzo chciałam wrócić do Polski to raz, a dwa uświadomiłam sobie, że na naukę to egzaminu licencjackiego mam bardzo mało czasu (w praktyce nauka trwała dwa dni przed obroną, więc takie „uświadamianie” było zupełnie niepotrzebne). Nie chciało mi się niczego już zwiedzać, na dodatek bez śpiwora, niepewnych noclegów (przez couchsurfing, więc zawsze ktoś może w ostatniej chwili zmienić zdanie, a miejscowości małe, więc o znalezieniu czegoś awaryjnie można było zapomnieć) i przewidywanych opadów bez promyków słońca.

pods2

Po długich dyskusjach samej ze sobą zmusiłam się pojechać ;). Liczbę miejsc do zobaczenia musiałam w stosunku do pierwotnego planu dosyć mocno okroić, ale i tak plan mnie satysfakcjonował – nie był zbyt napięty, więc mogłam sobie spokojnie autostopować i na dodatek nie wstawać bladym świtem.

pods4

W międzyczasie napisała do mnie Justyna, czyli członek tej samej facebookowej grupy autostopowej co ja. Też chwilowo pracowała wtedy w Szwajcarii i jakiś czas temu udało jej się zarezerwować nocleg dla dwóch osób za 5 franków/os. PIĘĆ FRANKÓW, na dodatek w jednej z najbardziej turystycznych miejscowości, bo w Interlaken, czyli małej mieścinie, która leży między dwoma popularnymi i pięknymi jeziorami, a z której jest rzut beretem między innymi do Doliny 72 Wodospadów (pisałam o niej kilka postów wcześniej) czy kilku bardzo znanych alpejskich czterotysięczników np. Jungfrau. Miasteczko utrzymuje się wyłącznie z turystyki, więc taka cena była oszałamiająca – zgodziłam się, choć nie do końca wierzyłam, że to może być prawda…

pods1

Mój finalny plan miał wyglądać następująco – sobota stop do Berna, a z Berna z Justyną do Interlaken. Niedziela to poszlajanie się po Interlaken i stop już samotny w stronę Lozanny, gdzie miałam ogarnięty nocleg. Poniedziałek: zwiedzanie Lozanny i powolny stop wzdłuż Jeziora Genewskiego, żeby wieczorem dotrzeć do Martigny (i tutaj nocleg). Wtorek to autostopowe przebijanie się do włoskiej części Szwajcarii i zwiedzanie Locarno, wieczorem dojazd do Bellinzony gdzie miałam nocleg. Ostatni dzień to zwiedzanie Bellinzony i ostatnie stopowanie do mojego szwajcarskiego domu.

pods3

I od razu zdradzę, że wyszło tak jak wyjść miało, ale oczywiście nie obyło się bez miłych niespodzianek :). Ale na dzisiaj tekstu już wystarczy, także dorzuciłam jeszcze kilka zdjęć i czekajcie z niecierpliwością na następne odcinki.

pods5

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s