No. 46 – Lozanna

DSC_3133

O 19:15 zaczęło się spotkanie młodych w protestanckim zborze. Początkowo myślałam, że to właśnie jest spotkanie, ale wkrótce zorientowałam się, że to ich niedzielne nabożeństwo. Odbywało się po angielsku, ponieważ grupa była międzynarodowa.

Na początku śpiewy z gitarą, potem świadectwa dwóch studentów, dłuuuuuga homilia pastora dotycząca wcześniej odczytanych fragmentów Biblii, znowu wspólne śpiewy, a na koniec ciasteczka, herbata i rozmowy.

Ciekawe doświadczenie, aczkolwiek fajne na spotkanie w środku tygodnia, a nie uczczenie dnia świętego. Z jednej strony brakuje mi takich spotkań, gdzie można głośno pośpiewać coś radosnego, posłuchać nauk odnoszących się do Ewangelii, a nie wątpliwej jakości kazań, a z drugiej musi to być wszystko poniżej niedzielnej Eucharystii i nie mogą takie spotkania jej zastępować.

DSC_3241Potem Adele (dziewczyna, u której nocowałam, i która zaprosiła mnie na owe spotkanie) wzięła mnie do swojego mieszkania, w którym mieszkała z dwoma Marokańczykami. Bywali oni wielokrotnie w Warszawie, bo są tam najlepsze imprezy na świecie. Zakochani w Polsce i choć w Szwajcarii jako informatycy mogą zarobić krocie, to szukają rocznych praktyk w naszym kraju, bo tak im się tutaj podoba. Ogólnie byli niesamowicie pozytywni i przestrzegali przed odwiedzaniem Maroka bez mężczyzny.DSC_3140Dodatkowo zaimponowałam im znajomością piłki nożnej, kiedy po wejściu do mieszkania zobaczyłam na ścianie wielką flagę marokańskiego klubu i zanim mi się przedstawili zagadałam czy są z tego kraju, bo kojarzę klubowe barwy.

Sekret mojej tajemnej wiedzy jest prosty: półtora roku temu, kiedy wracałam na stopa z Rzymu, wziął mnie i dwie koleżanki Marokańczyk, który na koniec krótkiej podwózki podarował nam flagę ulubionego klubu. Także nigdy nie wiesz, kiedy wiedza zdobyta u kierowców przyda się w życiu ;).DSC_3187Rano wybrałam się na zwiedzanie pochmurnej Lozanny. Trochę bez planu, trochę mi się śpieszyło, więc ograniczyłam się do przejścia po starym mieście i wdrapaniu się na wieżę katedry, z której rozpościerał się widok na całe miasto i jezioro.

Nigdy nie byłam w Paryżu, Paryż nie ma jeziora i zbudowany jest w zupełnie inny sposób, ale i tak patrząc na wszystkie kamieniczki wydawało mi się, że jestem w tym mieście. Chyba ten język francuski tak na mnie podziałał…

Miasto, możliwe, że w dużej mierze z powodu pochmurnej pogody oraz niewielkiego czasu na zwiedzanie (goniły mnie kolejne punkty programu), nieco mnie rozczarowało. Po 2 godzinach szwędania się to tu to tam podjechałam do pracy Adele, gdzie wspólnie zjadłyśmy lunch.DSC_3216Adele jest naukowcem i pracuje na uniwersytecie technicznym w Lozannie. Na lunch zaprosiła także Szwajcara z włoskiej części, który zajmuje się robotyką. Po posiłku wziął mnie do swojego królestwa i tam przez kilkanaście minut tłumaczył mi po angielsku jak działa procesor i inne takie śmoje boje w robocie, który projektował (łącznie z pokazaniem jak działa program, w którym oblicza co gdzie podłączyć). Nie muszę mówić, że zrozumiałam tyle co nic, ale ziomek miał wiele frajdy tłumacząc mi to wszystko, więc zadałam mu nawet kilka pytań – nie wiedząc o co pytam.

Na koniec uruchomił pływającego węża, który na biurku prezentował się tak:DSC_3194Po naukowym południu nadszedł czas, żeby zobaczyć gwóźdź programu czyli przejechać wzdłuż Jeziora Genewskiego lokalnymi drogami – krótka fotorelacja następnym razem.

Idąc na wylotówkę wzdłuż urokliwej promenady i portu (w międzyczasie się wypogodziło) spotkałam niemiecką grupę dzieciaków, która zatrzymywała się przy każdym większym drzewie i próbowała je objąć:DSC_3256To powyższe było szerokie na 6 osób, więc na pierwszym miejscu wciąż było inne, szerokie na osiem.

Poniżej dwa zdjęcia robione z samowyzwalacza – na jedno udało mi się załapać, na drugim chyba źle wymierzyłam kadr ;):DSC_3233

DSC_3234Z Lozanny to by było na tyle, choć miasto zasługuje na zdecydowanie więcej uwagi. Innym razem – super hosta już mam!DSC_3210

PS. Tak mi się jeszcze przypomniało, nie wiem czy już o tym nie wspominałam, w sprawie lozańskiego klimatu. Kiedy przyjechałam do miasta w niedzielę popołudniu, zanim ruszyłam do St. Sulpice, na dłuższą chwilę przysiadłam na ławce gdzie obserwowałam miasto i jego ludzi.

Słysząc francuski czułam się jak trochę w innym świecie. To była zupełnie inna Szwajcaria niż ta, którą znałam do tej pory. Inne budynki, inny język, jezioro nawet zupełnie inne, ale nade wszystko inni ludzie. Inaczej się zachowywali, inaczej ubierali + można było spotkać wielu murzynów, których brakuje w części niemieckiej.

Większy luz i spokój, ludzie jakby wolniej chodzili, ale i byli bardziej zachowawczy i mniej uśmiechnięci niż sąsiedzi z góry kraju.

DSC_3226PS2. podobno język polski jest językiem szeleszczącym. O francuskim mówi się to samo. Pierwszy raz byłam w miejscu gdzie francuski bombardował mnie z każdej strony i niejednokrotnie wydawało mi się, że ktoś mówił po polsku. Dopiero po przysłuchaniu się zdawałam sobie sprawę, że to jednak francuski.

Początkowo myślałam, że to może tęsknota z językiem polskim i kompletnie nowy obcy język (dotąd otaczał mnie tylko niemiecki) sprawiły, że miałam językowe omamy. Będąc jednak niedawno w Chorwacji, kiedy rozmawiałam z koleżanką po polsku, nagle mijający nas pan w kapeluszu powiedział do nas „bonjour„, na co grzecznie czystym francuskim akcentem z uśmiechem odpowiedziałam. Pan spytał o coś po francusku. Padło wtedy moje ulubione francuskie zdanie „nie mówię po francusku”, a pan zmieszany odwrócił się i odszedł mamrocząc coś po angielsku.DSC_3247Jestem pewna, że zarówno tego pana jak i mnie zwiodły szeleszczące słowa i obydwoje mieliśmy wrażenie, że słyszymy nasze ojczyste języki  – choć nie rozumieliśmy ich znaczenia.DSC_3249

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s